niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 3

Zajęłam przedostanie miejsce pod ścianą- jak najdalej nauczycielki, która nie wyglądała na miłą.  Wyciągnęłam książki i piórnik i położyłam wszystko na stół. Rozejrzałam się po klasie, która prawie w pełni była już zajęta przez uczniów. Zdawali się nie zwracać na mnie uwagi, jakby nawet mnie nie zauważyli. W filmach zawsze wyglądało to inaczej. Nowa uczennica wchodzi w drogę trzem najlepszym przyjaciółkom, które uważają się za królowe. Zaczyna się między nimi rywalizacja zazwyczaj spowodowana jakimś przystojnym sportowcem, w którym nowa i jedna ze ślicznotek zakochują się. A tymczasem nie zauważyłam ani jednej dziewczyny, której potencjalnie mogłabym nadać miano „złej królowej”. Może to i lepiej. Przetrwam ten rok szkolny w spokoju, bez niepotrzebnych konfliktów.
Nagle mój wzrok powędrował w stronę blondyna wchodzącego do klasy. Chłopak rozejrzał się po sali w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jego wzrok zatrzymał się na ostatniej ławce pod ścianą, która znajdowała się oczywiście za moją. Cudownie. Blondyn ruszył w kierunku ławki i zajął swoje miejsce. Chcąc nie myśleć o tym otworzyłam zeszyt na pierwszej stronie i zaczęłam rysować różne wzorki na marginesie. Niestety ktoś przerwał mi tą czynność.
- Ej, nieznajoma.  Daj mi swój długopis. - Usłyszałam głos blondyna. Czy on mi właśnie rozkazał? Odwróciłam się w jego stronę.
- Po pierwsze mam imię, po drugie nie dam ci swojego długopisu. – Odpowiedziałam mu pewnym siebie tonem. Niech sobie nie myśli, że może mi mówić, co mam robić.
- Chyba nie wiesz, z kim masz do czynienia. –Z twarzy chłopaka momentalnie zniknął uśmiech, co akurat mi się podobało.
- I wcale nie chcę wiedzieć.
- Czyżby? Jestem pewien, że myślisz inaczej.
- Wcale, że ... - Nie dokończyłam, bo tuż nad moją głową wyrosła nauczycielka od geografii.
- Hemmings i ... - Spojrzała pytająco w moją stronę.
- Sturgess. - Dopowiedziałam.
- Tak więc Hemmings i Sturgess widzimy się po lekcjach w tej samej sali, liczę na to, że oboje się zjawicie, jeżeli nie, to poniesiecie odpowiednie konsekwencje.
-  Ale dlaczego? Przecież to on do mnie gadał. – Zaprzeczyłam.
 - Jakoś ja widziałam co innego, a teraz skupić się i ładnie notować to co mówię. - Odpowiedziała i odeszła do swojego biurka.
- Ugh, palant.  - Warknęłam w stronę Hemmingsa.
- Cała przyjemność po mojej stronie, słonko. - Puścił mi oczko. Zdenerwowana odwróciłam się w stronę tablicy.  Już chyba jednak wolałabym poznać trzy wredne dziewczyny, niż jednego niebieskookiego dupka.
               



Pozostałe lekcje upłynęły mi spokojnie i bez żadnych niepotrzebnych sytuacji. Poszłam pod salę od geografii, gdzie miała odbyć się nasza kara. Niestety, moja resztka dobrego humoru została mi odebrana w momencie, gdy zobaczyłam opierającego się o drzwi blondyna.
- Witaj słonko – Powiedział, uśmiechając się zadziornie. Puściłam to mimo uszu i podeszłam do drzwi chcąc go wyminąć.  – Nie przywitasz się ze mną?
- Nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać – Weszłam do sali i zajęłam swoje poprzednie miejsce. Blondyn poszedł w moje ślady i znowu usiadł za mną. Szok. W klasie czekała już na nas moja ukochana nauczycielka.
- Mam dużo do roboty. Zajmijcie się sobą, byle nie za głośno. – powiedziała Paros nie odrywając się od papierkowej roboty. Mi to pasowało. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i słuchawki. Założyłam je, podłączyłam do telefonu i włączyłam muzykę. Nagle zobaczyłam Hemmingsa przysuwającego się wraz z krzesłem do mojej ławki. Postanowiłam to zignorować i pogłośniłam jeszcze bardziej piosenkę, która aktualnie leciała. Przyglądałam się moim paznokciom, podczas gdy chłopak wpatrywał się we mnie, co było denerwujące. Po kilku minutach znudził się i zaczął coś szukać w swoim plecaku. Wzięłam telefon do ręki w celu włączenia kolejnej piosenki. Po chwili odłożyłam go z powrotem na ławkę i zauważyłam leżącą przede mną kartkę z napisem „NIE IGNORUJ MNIE.” Spojrzałam w stronę chłopaka, ale on był zajęty zabawą swoim telefonem. Wyciągnęłam długopis z torby. Znalazłam na kartce wolne miejsce i napisałam „BO CO?”. Przysunęłam papier w stronę chłopaka, który momentalnie odłożył komórkę i sięgnął po kartkę. Po chwili moim oczom ukazał się napis „BO POŻAŁUJESZ TEGO, SŁONKO”. Jeśli on myśli, że wzbudzi tym sposobem we mnie strach, to się grubo myli. Zdjęłam słuchawki i schowałam wszystko do torby.
- Jaki Ty masz problem? – Warknęłam w jego stronę.
- Taki, że nie chcesz ze mną rozmawiać – odpowiedział, jakby w ogóle niezainteresowany rozmową.
- Dobrze, w takim razie porozmawiajmy. Po pierwsze – nie mów do mnie słonko, po drugie – nie mów mi, co mam robić, a po trzecie – nie myśl sobie, że uda Ci się mnie w jakikolwiek sposób przestraszyć, bo, i tu Cie zaskoczę – nie uda Ci się. Skończyłam, dziękuję. –Uśmiechnęłam się do siebie w myślach i czekałam na reakcję blondyna. Siedział bez żadnego wyrazu twarzy, jakby moja słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Po chwili jednak odpowiedział.
- Dobrze, w takim razie teraz Ty posłuchaj. Nie znasz mnie, więc nie wiesz, do czego jestem zdolny. Powinnaś się cieszyć, że mam do Ciebie więcej cierpliwości niż do innych, bo nie myśl sobie, że to, że jesteś dziewczyną sprawi, że będę dla Ciebie w jakiś sposób delikatniejszy. Wkurzysz mnie, a Cię skrzywdzę, więc lepiej uważaj, słonko. Jestem Luke Hammings, i lepiej, żebyś to zapamiętała. – Ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Wstał z miejsca i zdenerwowany kopnął w krzesło, które się przewróciło i spowodowało, że pani Paros oderwała się od swojego zajęcia. Wziął swój plecak i wyszedł z sali trzaskając drzwiami w momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Coś czułam, że nie żartował, co nie zmienia faktu, że nie mam zamiaru być dla niego sztucznie miła jak reszta ludzi. Za kogo on się w ogóle uważa? Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam ze szkoły.




Parking był już prawie pusty, jednak ktoś jeszcze na nim był. I nie kto inny jak Hemmings. Stał oparty o swój motor i palił papierosa. Spojrzał na mnie i nasze oczy się spotkały, ale nie miałam zamiaru być tą, która pierwszy spuści wzrok. Jego spojrzenie było przesiąknięte złością, która wręcz parzyła całe moje ciało. Odwrócił głowę w drugą stronę, zgasił papierosa i wsiadł na motor odjeżdżając spod szkoły. Byłam pewna, że nadal obserwował mnie w lusterku motocyklowym, a w głowie wymyślał sto sposobów na zamordowanie mnie.





* * *




- Jak było w szkole? – zapytała mnie mama, podczas obiadu.
- Normalnie, a jak w pracy? – odpowiedziałam obojętnie, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
- Dobrze. Nawet bardzo dobrze. Pracownicy są przemili, mój szef też jest całkiem w porządku. Wydaje mi się, że w końcu znalazłyśmy idealne miejsce dla nas. – uśmiechnęła się. Wstałam od stołu i wzięłam swój talerz żeby odnieść go do zlewu.
- Tak, na pewno. Idę do siebie, jestem zmęczona. – wyszłam z kuchni nie chcąc dłużej prowadzić tej rozmowy.  Weszłam do swojego pokoju i usiadłam przy biurku. Wyciągnęłam pierwszy lepszy zeszyt z szafki i wyrwałam z niego kartkę. Skoro Hemmings chce, zagram w jego grę, ale na moich zasadach, pomyślałam. Punkt pierwszy na liście – dowiedzieć się jak najwięcej na temat Luka Hemmingsa. Punkt drugi – wtopić się w jego towarzystwo.  Punkt trzeci – pokazać mu, że nie pozwolę mu na takie traktowanie mnie. Zapisałam wszystko na kartce i odłożyłam ją. Na razie tyle wystarczy, z czasem dopiszę więcej, bo nie sądzę, że tylko na tych trzech podpunktach to się skończy.

Jestem Ellie Sturgess i Hemmings też powinien to zapamiętać.





***
No i jest kolejny rozdział. 
Miłego dnia, Edzia. :)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz